Alicja Wolska

ALICJA WOLSKA
wypowiedź z 27.09.2016 (Warszawa)
 

 

Aktorka. Wystąpiła z Mariuszem Gorczyńskim w spektaklu teatru telewizji „Wielki Dodek” (1980). W latach 1979-83 była Jego koleżanką w zespole Teatru Syrena.

 

Był to niezwykle urokliwy, sympatyczny kolega. Uczynny i serdeczny dla innych, choć trochę zamknięty w sobie. Miał duże poczucie humoru, o nieco sarkastycznym zabarwieniu. Odpowiedzialny i solidny w pracy, koleżeński i bardzo lubiany. Graliśmy razem w przedstawieniu „Skok do łóżka” w reżyserii Kazimierza Brusikiewicza. Premiera odbyła się jeszcze za czasów dyrekcji Gozdawy i Stępnia, gdy zaś przyszedł Witold Filler, któremu to przedstawienie kompletnie się nie podobało, zdjął je po jedenastu spektaklach odbytych już za jego dyrekcji. A przedstawienie przygotowane było bardzo pieczołowicie, z pięknymi dekoracjami Józia Napiórkowskiego i w pięknych kostiumach. Wtedy kupiła je od Fillera Estrada Białostocka i zorganizowała nam objazd po całej Polsce. Objazd ten był bardzo eksploatujący – będąc w trasie graliśmy codziennie po dwa przedstawienia, a w soboty i w niedzielę po trzy, więc w ciągu dwóch lat trwania tego objazdu zagraliśmy mnóstwo przedstawień. Zapamiętałam nawet, że równo trzysta pięćdziesiąte przedstawienie „Skoku do łóżka” zagraliśmy akurat we Wrocławiu i z tej okazji wojewoda wrocławski wydał na naszą cześć uroczystą kolację. Mariusz grał w „Skoku…” niedużą, ale bardzo zabawną rolę faceta, który w meloniku i z butelką szampana znajduje się zupełnym przypadkiem w mieszkaniu głównej bohaterki, w dodatku trafia do łóżka z panem, odzianym jedynie w krótkie spodenki i musi stawić czoła pewnej pani o bardzo staroświeckich poglądach, święcie oburzonej faktem odnalezienia w łóżku dwóch mężczyzn, w tym jednego w negliżu. Mariusz grał to niezwykle śmiesznie, a sztuka cieszyła się w objeździe fantastycznym powodzeniem. Trzeba pamiętać, że to były inne czasy i nie było firm cateringowych. Aby nie głodować na objeździe braliśmy z domu różne wiktuały. Mariusz przygotowywał kaczkę, którą ja nazywałam po prostu „Kaczką Mariusza” i mogę podać przepis: należało mocno natrzeć kaczkę wewnątrz i zewnątrz czosnkiem i majerankiem, a następnie nadziać ją jabłkami – im kwaśniejsze były te jabłka, tym lepiej – przeciętymi na pół, nieobieranymi, ale z wyciętymi gniazdami nasiennymi. Według Mariusza przy mocnym, starannym upchnięciu do kaczki wchodziło od czterech do pięciu jabłek, a jabłka te przed włożeniem ich do kaczki trzeba było jeszcze naszpikować goździkami. Mariusz mówił, że na każde jabłko należało przeznaczyć pięć goździków. Następnie kaczkę się piekło. Mariusz częstował nas taką kaczką i za każdym razem była ona wręcz fantastyczna. Na koniec chciałam dodać, że poza aktorstwem i gotowaniem był też autorem bajek, wierszyków i tekstów piosenek dla dzieci. Był świetnym aktorem kabaretowym i estradowym – grał w kabarecie Wagabunda i w wojskowym zespole estradowym Eskadra. Był to po prostu człowiek wielu różnych talentów.
(fot. z archiwum Alicji Wolskiej)