Barbara Borys-Damięcka

BARBARA BORYS-DAMIĘCKA
wypowiedź z 31.03.2016

 

Reżyser, realizator telewizyjny, senator RP. Była koleżanką Mariusza Gorczyńskiego podczas studiów w Łodzi. Pracowała jako realizator telewizyjny przy przedstawieniach „Przyznaję się do winy” (1966), „Sobota wieczorem – niedziela rano” (1978) i „Wielki Dodek” (1980) z udziałem Mariusza Gorczyńskiego. W latach 1997-2008 była dyrektorem Teatru Syrena, w którym Mariusz Gorczyński występował w latach 1974-1988.

 

            Proszę się nie spodziewać, że opowiem o Mariuszu Gorczyńskim coś bardzo ciekawego, albo że będę mówiła o Nim długo, bowiem tak naprawdę bardzo mało Go znałam. Poznaliśmy się podczas studiów w Łodzi. Ja byłam w szkole filmowej, a On na wydziale aktorskim szkoły teatralnej. Należał do grona studentów aktorstwa, którzy byli chętnie angażowani przez moich kolegów do różnych ćwiczeń i etiud szkolnych, w związku z czym przychodzili do naszej szkoły, na Targową. Zwróciłam wtedy na Niego szczególną uwagę, bo się wyróżniał – egzotyczną urodą, bardzo bujną, czarną czupryną i ciemnymi oczami. Nadawał się świetnie do grania Włochów i innych południowych typów. Miał zawsze poważny, wręcz srogi wyraz twarzy. Zauważyłam, że koledzy angażują Go do swoich etiud głównie do ról negatywnych. Miał także bardzo dobry, interesujący, głęboki, aktorski głos, o pięknym brzmieniu. Wtedy oceniłam, że byłby to świetny głos do radia. Głos, który na pewno przyciągałby słuchaczy. Po szkole nasze zawodowe drogi z Mariuszem Gorczyńskim w zasadzie się rozeszły. Od czasu do czasu spotykaliśmy się w Telewizji Polskiej – ja pracowałam bądź jako reżyser, bądź jako realizator telewizyjny, a Mariusz grał jakieś role drugoplanowe lub epizodyczne – ale ponieważ pracowałam przy ponad dwustu telewizyjnych spektaklach, to szczegółów tych moich współprac z Mariuszem po prostu nie pamiętam. Z kolei kiedy ja objęłam dyrekcję Teatru Syrena, to Mariusz od kilku lat już nie żył, więc można powiedzieć, że się w Syrenie minęliśmy. Nie potrafię nic powiedzieć o Jego życiu prywatnym, czy zainteresowaniach. Nie byliśmy bliskimi sobie kolegami, raczej po prostu znajomymi, których łączyła dawna, studencka przeszłość i rzadkie zawodowe spotkania.
(fot. Rafał Latoszek)