Maciej Fijałkowski

MACIEJ FIJAŁKOWSKI
wypowiedź z 10.01.2019 (restauracja „Locale”, Warszawa)

 

Operator filmowy. Syn aktora Jerzego Fijałkowskiego i aktorki Doroty Borkowskiej. Znał Mariusza Gorczyńskiego jedynie towarzysko

 

Przez dom mojego taty, w którym się wychowywałem, przewinęło się wielu świetnych artystów. Z opowiadań taty pamiętam, że bywali u nas m.in. Zbigniew Wodecki, któryś z wokalistów grupy Vox, chyba ich lider, a także aktorzy Teatru Syrena, w którym pracował tata. A wśród nich zwłaszcza dwaj, z którymi tata bardzo się przyjaźnił, a do których ja zwracałem się „wujku” – Stanisław Pąk i właśnie Mariusz Gorczyński. To były lata 80. Byłem dzieckiem. Wujek Mariusz przyjeżdżał do nas zawsze ze swoją partnerką, Reną i wydaje mi się, że lepiej pamiętam nawet nią, niż Jego. Nosiła okulary, na głowie miała kraciastą chustkę, była w jakichś gatkach i biustonoszu – tak, jak to jest w ciepłe miesiące w ogrodzie, bo wujek Mariusz i Rena zawsze z pasją zajmowali się ogrodem taty (do którego tata z kolei w ogóle nie miał zamiłowania). Było po nich widać, że są ze sobą emocjonalnie bardzo blisko związani. Wujek Mariusz zapadł mi w pamięć. Był bardzo smukły, zawsze chodził wyprostowany jak struna i zachowywał ten styl nawet wtedy, kiedy kopał szpadlem nasz ogródek, albo robił w nim jakieś inne prace, bo oni we dwoje – wujek Mariusz i Rena – cały czas z wielkim zaangażowaniem pracowali w ogrodzie. Nie tylko kopali grządki, ale i coś sobie sadzili, siali, podlewali. Kojarzę takie zdarzenie, że ktoś, chyba mój tata, postawił mi wiaderkiem babkę na głowie, ja krzyknąłem do wujka Mariusza „wujek, jest tu babka?”, a On powiedział, że jest i albo mi ją przyklepał, albo jakoś zrzucił z głowy, już dokładnie nie pamiętam. Było dużo śmiechu, a potem sam sobie przy nim stawiałem na głowie babki i bardzo mnie to bawiło. Wujek Mariusz był zawsze uśmiechnięty, bardzo serdeczny, wręcz jowialny. Tak naprawdę, to niewiele pamiętam jakichś konkretnych zdarzeń, bo z dzieciństwa pamięta się bardziej pewne klimaty, niż fakty. Z pewnością bardzo Go jako dziecko lubiłem, bo przypominam sobie, że kiedy tata mówił, że przyjedzie do nas wujek Mariusz – wywoływało to u mnie radość. Po prostu cieszyłem się, że nas odwiedzi, bo wiedziałem, że to będzie wizyta kogoś, kto jest dla mnie bardzo sympatyczny. A mój tata miał z Nim naprawdę bliską relację przyjacielską. Zawsze, gdy nasza rozmowa zeszła na Jego temat, albo tata zobaczył go w telewizji, mówił o Nim z wielką estymą.
(Fot. Maciej Fijałkowski)