Marek Kępiński

MAREK KĘPIŃSKI
wypowiedź z 29.06.2008 (restauracja „Przy Teatrze”, Warszawa)

 

Aktor. Wystąpił z Mariuszem Gorczyńskim w filmie „Wedle wyroków Twoich” (1983) oraz w spektaklu Teatru Tv „Przed burzą” (1977). W latach 1987-1988 był Jego kolegą w zespole Teatru Syrena.

 

Mogę mówić tylko o końcowym okresie Mariusza w Teatrze Syrena, bo tylko ten okres Jego współpracy z tym teatrem znam, kiedy już niestety było ogólnie wiadomo, że mogą z Nim być kłopoty w próbach. Dyrekcja teatru tolerowała takie przypadłości, gdy dotykały one wielkich gwiazd teatru, natomiast jeżeli dotyczyło to aktora nie stojącego, powiedzmy, w pierwszym szeregu gwiazd, a Mariusz w pierwszym szeregu nie mógł już z przyczyn nie tyle aktorskich, co czysto fizycznych stanąć, to bywało nieprzyjemnie. Awantura z Mariuszem wynikła przy okazji prób do „Piczomiry, królowej Branlomanii” Fredry, sztukę tę reżyserował Zdzisław Leśniak, człowiek o fanatycznym stosunku do pracy. Ponadto Zdzisław był już wówczas poważnie chory, sam musiał zmagać się ze swoją niemocą, nie miał już sił na pokonywanie czyichś słabości. To wszystko spowodowało, że Mariusz ostatecznie w „Piczomirze” już nie wystąpił, choć Jego nazwisko występowało w programie i brał udział w próbach niemal aż do samej premiery, właśnie aż do sytuacji, gdy na jednej z prób po prostu nie nadawał się już do pracy. Zastępstwo za Niego robiłem ja, pamiętam, że ta sytuacja mocno mnie zaskoczyła, byłem wówczas daleko od aktorstwa, pełniłem urzędniczą funkcję wicedyrektora Teatru Syrena, gdy nagle, z chwili na chwilę odciągnięto mnie od biurka i posłano na scenę. Nie kojarzę już w jakich okolicznościach Mariusz pożegnał się ostatecznie z Syreną, lecz przypuszczam, że sytuacja z „Piczomirą” była tylko kroplą, która przelała czarę. Nie wiem, jak to ostatecznie przebiegło, ale podejrzewam, że wezwany na poważną rozmowę Mariusz mógł powiedzieć Fillerowi kilka przykrych słów, zwłaszcza, że Filler nie miał specjalnie dobrej opinii w zespole. Kilka razy występowaliśmy też razem w filmach, ale zupełnie nie pamiętam moich spotkań z Mariuszem na planach filmowych, choć wiem, że takie były. Pamiętam także, że w ogólnej opinii jaką miał jeszcze jako student w łódzkiej szkole uznawano Go za niesamowity talent. Byłem jedną z niewielu osób obecnych na pogrzebie Mariusza na Wólce Węglowej, było nas chyba ze cztery osoby z Syreny i jeszcze jakaś garstka innych ludzi. To była zima, mróz chyba ze 20 stopni i koszmarna śnieżyca. Mimo tych przykrych historii zapamiętałem Mariusza jako świetnego kolegę. Był miły, pogodny, rozmowny, zawsze chętny do żartów, wrażliwy na otoczenie i bardzo kontaktowy.
(fot. Rafał Dajbor)